Biegająca poetka

0
545

Dorota Bober doskonale znana jest jaworskim samorządowcom, gdyż od lat prowadzi biuro Rady Miejskiej. Znana jest także tym, którzy interesują się poezją. Ma swoje miejsce również wśród biegaczy, bo to jest jej kolejna pasja. Zatem pani Dorota działa w trzech obszarach: administracyjnym, sztywnym, pozbawionym fantazji, za to ograniczonym paragrafami; sportowym, nastawionym na walkę ze swoimi słabościami oraz w poetyckim, wyzwolonym spod jakichkolwiek kwalifikacji. Jest także żoną i matką.

– Jak Pani spędziła pierwszy dzień roku?
Dorota Bober: Pierwszy dzień w roku przywitałam porannym treningiem oraz zdrowym pysznym śniadaniem. Następnie, tak jak każdego poranka, zajęłam się domem. Potem była książką Reginy Brett, która dobrze mnie nastroiła na calutki dzień. Kluczem do życia jest bieganie i czytanie. W przeciągu wolnego czasu skupiłam się na treningu do wymarzonego startu.

– Czy jest Pani członkiem jakiegoś klubu sportowego, pod którego barwami Pani biega?
D.B.: Nie należę do żadnego klubu sportowego, choć miałam takie propozycje. Członkostwo klubu w pewnym sensie zabierałoby mi niezależność i narzucało ograniczenia. Już pytano mnie o to podczas wywiadu do Radia Wrocław. Miałam okazję przystawić się do klubu, który pasjonuje się w biegach górskich, ale ja reprezentuję cały Jawor – powiedziałam o tym po zwycięstwie w biegu charytatywnym Chełmiec-Męcinka 22 września 2019 r. Ponadto wszystkie informacje o moich miejscach w biegach są na mediach społecznościowych. Od jakiegoś czasu mam możliwość umieszczania zdjęć z biegów.

– Jakie sukcesy w bieganiu odnotowała Pani na swoim koncie?
D.B.: Sukcesu nie mierzy się ilością pucharów, medali, dyplomów, ale tym, jaki dystans musiałam przebyć, aby dotrzeć w miejsce, w którym jestem. Pucharów i medali mam bardzo dużo, ale nie chwalę się tym. Kiedy jest okazja, staram się podarować medal otrzymany przeze mnie innej osobie, która uzna, że jej się podoba. I już nie mam części medali. Owszem, cieszę się ze swoich osiągnięć, ale nie z powodu kolekcji medali. Dodam, że moje sukcesy nie są na miarę olimpijskich, ale dla mnie ważne, bo dowodzą zwycięstwa nad sobą, poznawanie siebie…

– Jak zaczęła się Pani przygoda z biegami w roli głównej?
D.B.: Najpierw była to siatkówka kobiet (Olimpia Jawor), a następnie biegi. Uprawiam bieganie od roku 2011. Na początku były to biegi wokoło Jawornika 5 km, potem już starałam się pokonywać dłuższe trasy, boisko na Orliku, bieżnia w domu. Coraz więcej, coraz dalej i wyżej, aż moje bieganie przeniosło się na ścieżki górskie. Kocham biegać – robię to codziennie od 2011 r. W soboty – niedziele przychodzą dłuższe wybiegania.
Bieganie w górach to zupełnie inna bajka niż połykanie kilometrów na asfalcie, bieżni, w parku. Dla mnie liczy się nie medal, ale trasa biegu. Bieganie po górach dostarcza mi niezwykłych wrażeń estetycznych, których próżno szukać na nizinach. Zmusza mnie do zupełnie innego wysiłku, którego nie doświadczyłabym na płaskich szlakach. Bieg pod górę bardzo przypomina wspinanie się po schodach, które jest – każdy pewnie zauważył – zdecydowanie bardziej męczące niż bieg po płaskim terenie.
Dla mnie zwieńczeniem wszystkiego będzie wyjątkowa, lokalna atmosfera specyficzna dla górskich rejonów naszego regionu.

– Biega Pani nie dla medali i pucharów, więc zapytam, co Panią napędza do takiego wysiłku?
D.B.: Kiedy ludzie pytają mnie, dlaczego biegam, odpowiadam, że nie ma żadnego specjalnego powodu. Chodzi tylko o adrenalinę na starcie i uczucia, których doświadczasz, gdy przekraczasz linię mety, wiedząc, że jesteś zwycięzcą bez względu na to, które miejsce zająłeś.
Tak jak kiedyś powiedział Alan Armstrong “Mistrzowie nie stają się mistrzami, kiedy wygrywają zawody, ale podczas godzin, tygodni, miesięcy i lat spędzonych na przygotowaniach do startu. Zwycięski występ jest wyłącznie potwierdzeniem ich mistrzowskiego charakteru”.
Dla wielu, którzy już startowali w górach, jest to oczywiste, że nie będą wracać do miasta. Często wystarczy jeden start w terenie, by całkowicie odmienić swoje podejście do biegania. Połączenie walki z trudnymi warunkami na trasie oraz piękne widoki sprawią, że nabijanie kilometrów po asfalcie wyda się po prostu nudne. Czy tak będzie w przypadku każdego biegacza? Oczywiście, że nie, ale sprawdziło się u wielu moich znajomych. Nie oznacza to całkowitego porzucenia biegów miejskich na rzecz gór (w przypadku wielu z nas jest to właściwie niemożliwe), ale przygoda w górach – najpewniej nie zakończy się na tylko jednej imprezie. Starty w górach z pewnością odbiją się na wynikach w biegach miejskich. Czy będzie to wpływ pozytywny, zależy wyłącznie od nas – biegaczy. Z jednej strony dają one możliwość rozwinięcia siły biegowej, ale mogą także prowadzić do tego, że odzwyczaimy się od treningów szybkościowych i stracimy na tempie w biegach miejskich. Wielu biegaczy wręcz nie wyobraża sobie, jak można robić długie wybiegania w monotonnym krajobrazie miejskich ulic, tudzież na ścieżkach “zwykłego” lasu.
Silna motywacja do biegania to podstawa, aby każdego dnia wychodzić i walczyć o własne marzenia.
Biegi górskie to wyzwania, które naprawdę dały mi w kość. Obdarte buty, czasami ręce, wylany pot i kłujący ból nóg to rzeczy, których z pewnością możemy doświadczyć. Nie ma wątpliwości, że biegi górskie mają całkowicie inną specyfikę niż biegi uliczne/płaskie. Wiele osób traktuje je jako jednorazową przygodę, wielu też bezgranicznie się w nich zakochuje, sięgając po ich najbardziej ekstremalne wersje. Na dłuższe biegi przyjdzie czas wraz z doświadczeniem. Moim celem było marzenie z datą realizacji, która nastąpiła 11 stycznia 2020 r. W tym dniu przebiegłam Zimowy Maraton Górski.

– Co z duchem rywalizacji? Kto zaszczepił w Pani miłość do biegania?
D.B.: Pragnę podziękować moim koleżankom: Ani Termenie, Marioli Wajner, Katarzynie Lach-Papciak, Monice Wronie, bez których moja przygoda by nie trwała oraz innym biegaczom, w tym Panu Burmistrzowi Jawora Emilianowi Berze (na przykładzie którego nauczyłam się, że wszystkie poprzednie zwycięstwa to już historia, a biegacz nie może żyć przeszłością) oraz Michałowi Banderowi, Danielowi Iwańskiemu (z którymi zawsze się „ścigam” na biegach jaworskich) Maćkowi Pawlinowowi, dzięki któremu „wybiegłam” na start. I prezesowi Janowi Czekielowi. Kasi Lach-Papciak dziękuję za to, że pokazała mi piękno gór. Zawsze mi mówiła, że to nie nogi się poddają, robi to twoja głowa, nigdy nie trać cierpliwości – to jest ostatni klucz, który otwiera drzwi. Pokazała mi, jak się biega w deszczu, kiedy pada grad i wieje wiatr.
Dziękuję Góralowi Gór, dzięki któremu poznałam, że dobre rzeczy przychodzą z czasem w bieganiu długodystansowym. Dziękuję Katarzynie Stępień za treningi i przygotowanie wydolnościowe. Jej treningi budują wewnętrzne wartości, wzmacniają, uczą szacunku, pokory, motywacji i podają sporą dawkę szczęścia. Dziękuję Kasiu za liczenia od 5 do 1! Zawsze otrzymuję od Kasi za darmo szczęście.

– Jakie nauki powinni wziąć sobie do serca początkujący pasjonaci biegania?
D.B.: Sukcesu nie mierzy się ilością pucharów, ale tym jaki dystans musiałaś przebyć, aby dotrzeć w miejsce, w którym jesteś stamtąd gdzie byłeś. Apelujemy, aby początkujący biegacze wzięli pod rozwagę, iż bieganie w górach nie jest tym samym co bieganie po płaskich, szosowych trasach, więc należy roztropnie wybierać kilometraż biegu, który chcemy pokonać w debiucie.
Wszystkim biegaczom życzę uśmiechu na twarzy i pokonania stawianych przez siebie celów. Jeśli chcesz biegać, przebiegnij kilometr. Jeśli chcesz zmienić swoje życie, przebiegnij maraton. Bieganie to nie sport, to WIELKA PASJA. Warto wziąć sobie do serca słowa biegacza ultra: “Bieganie nauczyło mnie, że oddawanie się pasji jest ważniejsze niż sama pasja. Daj się czemuś pochłonąć bez reszty, włóż całe serce, doskonal się i ćwicz, nigdy się nie poddawaj – właśnie na tym polega spełnienie. To jest prawdziwy sukces.” – Dean Karnazes, amerykański biegacz ultra, autor książki “Ultramaratończyk”.

– A co z pisaniem wierszy?
D.B.: To są światy równoległe. Poezja istnieje we mnie od zawsze. Kiedy sobie to uzmysłowiłam, byłam nastolatką. Stało się tak za sprawą moich nauczycieli języka polskiego (Wojciecha Sąsiadowskiego i Romana Platy), którzy zachęcali mnie do kontynuowania prób literackich. Teraz, po latach apeluję do wszystkich, aby nie chowali swoich umiejętności tylko do swojej szuflady, lecz obdarowywali nimi w pierwszej kolejności najbliższych, a potem wszystkim innych. Poprzez to, co tworzymy (bo to jest najważniejsze), możemy dotrzeć do szerszej grupy odbiorców.
Poezja to taki “wykwintny deser”, którego smak mogą docenić tylko nieliczni, bo do tego potrzebny jest pewien rodzaj wrażliwości. Poezja to hierarchia wartości codziennego życia i tylko wtedy dochodzi się do szczodrości, kiedy dzieli się z innymi.
Nie zniechęca mnie do tworzenia fakt, że nie każdemu odbiorcy przypadnie mój wiersz do gustu. Jednakże, aby odnieść sukces, nie wystarczą tylko zdolności. W dużej mierze potrzebna jest nieustępliwość, podobnie jak w sporcie.
Pisałam wiersze i chowałam je do szuflady tej przecież „jaworskiej”. Nie wiedziałam, że moja szuflada ujrzy światło dzienne. Jawor jest skarbnicą takich „malutkich szuflad”, w których ukryte są różne osobowości. Pierwszym recenzentem moich wierszy był nieżyjący już Józef Ziętek, jaworski poeta, osoba doceniona przez społeczeństwo jaworskie, Honorowy Obywatel Jawora. Zostałam zaproszona przez pana Ziętka do Jego domu. Pamiętam, że Pan Józef siedział w fotelu, czytając moje wiersze w ciszy, w skupieniu, w ogóle ich nie oceniając. Powiedział tylko, że mam to „coś” i mam przesłać na konkurs wiersze te, które mi wybrał. Powiedział też, żebym nie bała się słów „krytyki”, które potrzebne są do wewnętrznego rozwoju. Odważyłam się wysłać wiersze na konkurs, najpierw jeden, potem kolejny. Byłam kilkakrotnie nagradzana, to też dało mi siłę (Turnieje Poetyckie „Samowar ’91, Świebodzin ’92, Młody Poeta Dolnego Śląska Wrocław 1995).

– Kto jest najbardziej zaufanym krytykiem Pani twórczości?
D.B.: Najbardziej zaufanym krytykiem są moi czytelnicy. Wyjątkowymi odbiorcami, a zarazem i inspiracją moich wierszy są moje dzieci. Jak pani zauważyła, córka Ewa potrafi wsłuchać się emocjonalnie, co miało miejsce podczas spotkania w „Muzealnej” w 2015 r. Potem były wieczorki w Miejskiej Bibliotece Publicznej w 2016 roku, w 2018 r. W 2001 r. zdobyłam w jaworskim Tetrze Miejskim Osobowość Roku.

– Czym jest dla Pani poezja?
D.B.: Poezja jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz, na jaką trafisz. Poezja jest w każdym z nas, w codziennym życiu. Jest coś, co sprawia radość tworzenia. Apeluję do wszystkich, aby nie chowali swoich umiejętności tylko do swojej szuflady, lecz obdarowywali nimi w pierwszej kolejności najbliższych, a potem wszystkim innych. Piszesz – recytujesz – śpiewasz – przekaż to dalej. Nie zrażajcie się tym, że możecie nie zaznać akceptacji z ich strony, ale na tym polega wytrwałość i tego życzę wszystkim.
Moim marzeniem jest napisanie książki (już zaczęłam pisać) wspomnień mojego śp. dziadka z pobytu na Syberii. I proszę mi wierzyć z każdym dniem pisania uświadamiam sobie, że to co pozostawił dziadek jest w jakimś stopniu poezją i pragnę obdarować nią innych. Dzięki poezji można poczuć piękno świata i duchowość każdego człowieka.
Poezja dla mnie jest zwycięstwem w walce o to, aby pozostać sobą. Jednakże aby odnieść sukces nie wystarczą tylko zdolności. W dużej mierze potrzebna jest nieustępliwość w tym, aby nie pozwolić wepchnąć poezji w ustalone ramy np. wiersza rymowanego. Według mnie każdy wytwór talentu jest czymś zupełnie wyjątkowym.
Poezja to przeżywanie każdego dnia w wierszu tak, jak umiem wyrobić w sobie zamiłowanie do czegoś nowego. Dzięki poezji można poczuć piękno świata, ujrzeć duchowe wnętrze każdego człowieka. To, w jaki sposób ją czytamy i próbujemy znaleźć w niej klucz do swojego „ja”, jest naprawdę cenne. Tematyka moich wierszy przychodzi z każdym dniem, minutą, sekundą, w czasie biegania – nie potrafię tego tak wprost określić. To tak jakby za chwilę miał spaść śnieg, to tak jakby za chwilę miała być tęcza.

– Jakie ma Pani plany na przyszłość?
D.B.: Moje plany na przyszłość? Nie mam planów na przyszłość, gdyż żyję chwilą, sekundą, minutą i tylko w takim stanie pragnę się doskonalić – jako matka, żona, przyjaciółka. Bardzo, bardzo chciałabym być idealną matką. Uważam, że jeżeli popełniłam błąd z miłości, a nie z zaniedbania, to jest to wybaczalne. Moim marzeniem jest, aby moje dzieci, kiedy będą już dorosłe i będą miały rodziny, były szczęśliwe, gdyż to my rodzice obdarowaliśmy ich drogowskazem, w jaki sposób żyć i przetrwać. Staram się wychowywać dzieci, by darzyły się szacunkiem i zrozumieniem. Najcenniejszą rzeczą jest dla mnie zdrowie moje i mojej rodziny, bez którego nie osiągnie się żadnego stawianego celu.
Chciałabym również przekazać radę dla początkujących artystów – aby w swoim postępowaniu i tworzeniu mieli duszę i piękno oraz dystans do wielu rzeczy i aby umieli pozytywnie realizować swoje cele.
Najbliższym życzę, aby wykorzystywali każdą chwilę radości i aby byli cierpliwi i potrafili zrozumieć punkt widzenia innych osób.
Wszystkim życzę, aby kochali, kochali i jeszcze raz kochali i nigdy nie zrażali się porażkami, bowiem one są w pewnym sensie szkołą charakteru.

– Życzę sukcesów poetyckich i sportowych oraz dużo radości i miłości. Dziękuję za rozmowę.
Z Dorotą Bober rozmawiała Aleksandra Klimczyk

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz swój komentarz
Proszę wpisać tutaj Twoje imię